Jestem tu :)
Jestem.
Już nie ta Diary - ta co w poprzednich postach.
Jestem nowa.
Wróciłam tu też.
REAKTYWACJA.
ŻYCIA.
MOJEGO.
TWOJEGO.
Spróbujesz?;-)
mam 23 lata. marzę o normalności. chcę sobie żyć jak zwykły człowiek bez etykiet na plecach. bez zaburzeń osobowości. bez smutku, nerwicy i zmagań.
sobota, 19 grudnia 2015
czwartek, 21 maja 2015
Idę ulicą. wracam z pracy w której znowu zawaliłam. Jak mam wytłumaczyć, że po prostu jestem zatrzymana na jakiejś osi czasu która blokuje mi normalne funkcjonowanie? Jak mam wytłumaczyć, że wszystko wylatuje mi z głowy? brak koncentracji, uwagi, wszystko wylatuje Ci z rąk.
Siedzisz i nasłuchujesz czy pracodawca dzwoni do drugiego żeby się wyskarżyć. czekasz aż przyjdzie i cię zwolni. czekasz aż usłyszysz jaka jesteś beznadziejna.
to nie nadchodzi. niby możesz odetchnąć, niby nic się nie zmienia a ty wciąż się boisz.
boisz się dnia kolejnego. nieporadności. chwiejności. kompromitacji.
boisz się, że w końcu jednak usłyszysz, że po prostu jesteś do niczego.
Nie pójdziesz na L4. Przecież będą sobie doskonale radzić bez Ciebie, znajdą kogoś na Twoje miejsce i nie będziesz im już potrzebna.
Więc męczysz się. Robisz kolejną melisę aby ściśnięty żołądek w końcu sobie odpuścił.
Zatapiasz wzrok w monitorze komputera - ruszasz kursorem myszki ale niczego nie widzisz. Zawiesiłaś się na jednym punkcie ale pozornie pracujesz.
Więcej szkody z Ciebie niż pożytku ale nie odpuszczasz. starasz się z wszystkich sił... jednak po co?
Urlop byłby dla Ciebie wybawieniem. niczego tak nie potrzebujesz jak tego. jak poskładania się znów w całość. ale ubierasz się rano, malujesz - maskujesz wczorajsze łzy i idziesz.
godziny w ogóle nie lecą, odliczasz każdą minutę... byle tylko zamknąć drzwi i wyjść. aby wrócić do domu i nie udawać.
a z drugiej strony... gdyby nie ta praca, to byś nie wstawała w ogóle z łóżka. dzień wyglądałby tak jak wieczór. w samotności walcząc z sobą. z myślami..
Siedzisz i nasłuchujesz czy pracodawca dzwoni do drugiego żeby się wyskarżyć. czekasz aż przyjdzie i cię zwolni. czekasz aż usłyszysz jaka jesteś beznadziejna.
to nie nadchodzi. niby możesz odetchnąć, niby nic się nie zmienia a ty wciąż się boisz.
boisz się dnia kolejnego. nieporadności. chwiejności. kompromitacji.
boisz się, że w końcu jednak usłyszysz, że po prostu jesteś do niczego.
Nie pójdziesz na L4. Przecież będą sobie doskonale radzić bez Ciebie, znajdą kogoś na Twoje miejsce i nie będziesz im już potrzebna.
Więc męczysz się. Robisz kolejną melisę aby ściśnięty żołądek w końcu sobie odpuścił.
Zatapiasz wzrok w monitorze komputera - ruszasz kursorem myszki ale niczego nie widzisz. Zawiesiłaś się na jednym punkcie ale pozornie pracujesz.
Więcej szkody z Ciebie niż pożytku ale nie odpuszczasz. starasz się z wszystkich sił... jednak po co?
Urlop byłby dla Ciebie wybawieniem. niczego tak nie potrzebujesz jak tego. jak poskładania się znów w całość. ale ubierasz się rano, malujesz - maskujesz wczorajsze łzy i idziesz.
godziny w ogóle nie lecą, odliczasz każdą minutę... byle tylko zamknąć drzwi i wyjść. aby wrócić do domu i nie udawać.
a z drugiej strony... gdyby nie ta praca, to byś nie wstawała w ogóle z łóżka. dzień wyglądałby tak jak wieczór. w samotności walcząc z sobą. z myślami..
wtorek, 19 maja 2015
rozstrzelane myśli.
a ja pośród nich. nie wiesz czy droga którą idziesz jest słuszna. nie wiesz czy wylane łzy, bezsilność są tego warte. nie wiesz, czy popełniasz największy błąd swojego życia czy może właśnie znalazłaś wybawienie dla samego siebie. nie wiesz i nikt Ci nie odpowie. Błędnie szukasz odpowiedzi, oczekując od ludzi drogowskazu. Zostawiasz swoje życie w cudzych rękach.
Wiesz, że nie chcesz tego i nie zgadzasz się z ich decyzją jednak wątpisz częściej w swoje racje niż w czyjeś.
Łatwiej zrzucić cały ciężar, oddać odpowiedzialność i po prostu CZEKAĆ. Nie wiesz na co, nie wiesz czy jest jakiś sens ale czujesz się bezpieczniej bo to nie ty podejmujesz decyzje.
A kiedy to sobie zostawiasz prawo do wyboru? słusznego, błędnego ale Twojego?
może lepiej przyjąć od losu kopniaki aby być silniejszym? może warto uczyć się na błędach?
ale na jakich błędach skoro boisz się nawet je popełniać?
może stanie w miejscu, przyjmowanie to co byle jakie - nie jest najwłaściwszą drogą? może warto zobaczyć coś więcej, coś lepszego dla siebie? może warto nie ograniczać się do byle jakości?
może warto pomyśleć, że człowiek jest tylko człowiekiem. Popełnia błędy? Twoje życie może stać się również taką pomyłką.. ale czy nie lepiej samemu je popełniać?
26 dni. dzień. dzień. dzień.
samodestrukcja bądź uparte dążenie do celu. są różne perspektywy.
może to nie kolejny szkodliwy mechanizm a walka o siebie?
nie wiesz. jesteś zagubiona pośród chaosu własnych myśli. rozrywa cię od środka. w jednej chwili myślisz tak - a zaraz inaczej. chcesz wierzyć jednak boisz się.. szukasz potwierdzenia swojej decyzji na próżno.
ale może tak właśnie musi być? przecież to kolejna mobilizacja aby podnieść się i iść dalej?
pokazać, że to ty kierujesz własnym życiem - i w końcu wrócisz na właściwy, spokojny tor?
bez kolorowych pastylek...
a ja pośród nich. nie wiesz czy droga którą idziesz jest słuszna. nie wiesz czy wylane łzy, bezsilność są tego warte. nie wiesz, czy popełniasz największy błąd swojego życia czy może właśnie znalazłaś wybawienie dla samego siebie. nie wiesz i nikt Ci nie odpowie. Błędnie szukasz odpowiedzi, oczekując od ludzi drogowskazu. Zostawiasz swoje życie w cudzych rękach.
Wiesz, że nie chcesz tego i nie zgadzasz się z ich decyzją jednak wątpisz częściej w swoje racje niż w czyjeś.
Łatwiej zrzucić cały ciężar, oddać odpowiedzialność i po prostu CZEKAĆ. Nie wiesz na co, nie wiesz czy jest jakiś sens ale czujesz się bezpieczniej bo to nie ty podejmujesz decyzje.
A kiedy to sobie zostawiasz prawo do wyboru? słusznego, błędnego ale Twojego?
może lepiej przyjąć od losu kopniaki aby być silniejszym? może warto uczyć się na błędach?
ale na jakich błędach skoro boisz się nawet je popełniać?
może stanie w miejscu, przyjmowanie to co byle jakie - nie jest najwłaściwszą drogą? może warto zobaczyć coś więcej, coś lepszego dla siebie? może warto nie ograniczać się do byle jakości?
może warto pomyśleć, że człowiek jest tylko człowiekiem. Popełnia błędy? Twoje życie może stać się również taką pomyłką.. ale czy nie lepiej samemu je popełniać?
26 dni. dzień. dzień. dzień.
samodestrukcja bądź uparte dążenie do celu. są różne perspektywy.
może to nie kolejny szkodliwy mechanizm a walka o siebie?
nie wiesz. jesteś zagubiona pośród chaosu własnych myśli. rozrywa cię od środka. w jednej chwili myślisz tak - a zaraz inaczej. chcesz wierzyć jednak boisz się.. szukasz potwierdzenia swojej decyzji na próżno.
ale może tak właśnie musi być? przecież to kolejna mobilizacja aby podnieść się i iść dalej?
pokazać, że to ty kierujesz własnym życiem - i w końcu wrócisz na właściwy, spokojny tor?
bez kolorowych pastylek...
Dla (nie)rozumnych
Nie chcę waszych 'będzie dobrze'
Nie chce waszych 'dasz radę'
Nie chce waszych 'to minie'
Nie chcę waszych rad które nijak mają się do rzeczywistości.
Nie chcę waszego wsparcia który wsparciem nie jest.
Jestem tu sama.
Izoluje się a wy na to pozwalacie.
Jest wam wygodniej słyszeć, że chce być sama w domu, chce spać.
Jest wam kurwa po prostu wszystkim wygodniej.
A Ja podchodzę pod okno, wychylam się i nikogo nie widzę.
Nikt mnie nie złapie. Wzniose się do góry.
Nie ma usprawiedliwienia na ludzką ślepote.
Może jestem psychiczna ale ja nie udaje, że nie widzę!
Nie chcę waszych 'będzie dobrze'
Nie chce waszych 'dasz radę'
Nie chce waszych 'to minie'
Nie chcę waszych rad które nijak mają się do rzeczywistości.
Nie chcę waszego wsparcia który wsparciem nie jest.
Jestem tu sama.
Izoluje się a wy na to pozwalacie.
Jest wam wygodniej słyszeć, że chce być sama w domu, chce spać.
Jest wam kurwa po prostu wszystkim wygodniej.
A Ja podchodzę pod okno, wychylam się i nikogo nie widzę.
Nikt mnie nie złapie. Wzniose się do góry.
Nie ma usprawiedliwienia na ludzką ślepote.
Może jestem psychiczna ale ja nie udaje, że nie widzę!
piątek, 15 maja 2015
mamo piszę do ciebie list którego ty pewnie nigdy nie przeczytasz.
nie rozmawiamy o takich rzeczach - potrafisz mi opowiadać godzinami o pieniądzach, paczkach, rzeczach. nie potrafimy rozmawiać o tym co ważne.
piszę do ciebie i płaczę. cały dzień skrecam sie z bólu i wylewam łzy.
mamo, tak mi ciężko. dałaś mi życie którego ja nie chcę. dałaś mi życie jednak nie nauczyłaś żyć.
czy pieniądze były warte tego? dzisiaj, jestem dorosła i tak bardzo nieszczęśliwa. mam wszystko jednak to wszystko nie potrafi zabrać bólu.
wczoraj mamo chciałam połknąć leki. tak jak kiedyś... tak, już próbowałam o czym ty nie wiesz.
dzisiaj trzy razy podchodziłam pod okno i spoglądałam w dół... wiesz, brakuje mi odwagi albo ta cholera odpowiedzialność.. nie chce zostawiać was z bólem który w końcu i tak by minął.
mamo, mam dość planów w głowie. mam dość wizji swojej śmierci, nie chcę tego.
mamo, tak bardzo nienawidzę siebie za to. nie obwiniam was za nic - to moje życie którego ja nie potrafię poskładać w całość.
dzisiaj jestem kolejny dzień bez leków - i wiesz... nie potrafię bez nich żyć. znowu do nich powrócę bo jestem męczarnią nie tylko dla siebie.
mamo... nie nauczyłaś mnie radzić sobie w takich momentach. nie pozwoliłaś mi poczuć, że jestem kochana. ważna.
tak bardzo siebie znienawidziłam za to. tak bardzo pragnęłam.
dzisiaj już niczego nie chcę. dzisiaj walę głową o płytki i jest mi wszystko jedno. chyba już nie czekam na pomoc.
chyba jej nawet nie chcę.
chyba umiera we mnie człowiek.
pewnie to przeczekam i dam radę... jednak mamo, gdzie jesteś?
nie rozmawiamy o takich rzeczach - potrafisz mi opowiadać godzinami o pieniądzach, paczkach, rzeczach. nie potrafimy rozmawiać o tym co ważne.
piszę do ciebie i płaczę. cały dzień skrecam sie z bólu i wylewam łzy.
mamo, tak mi ciężko. dałaś mi życie którego ja nie chcę. dałaś mi życie jednak nie nauczyłaś żyć.
czy pieniądze były warte tego? dzisiaj, jestem dorosła i tak bardzo nieszczęśliwa. mam wszystko jednak to wszystko nie potrafi zabrać bólu.
wczoraj mamo chciałam połknąć leki. tak jak kiedyś... tak, już próbowałam o czym ty nie wiesz.
dzisiaj trzy razy podchodziłam pod okno i spoglądałam w dół... wiesz, brakuje mi odwagi albo ta cholera odpowiedzialność.. nie chce zostawiać was z bólem który w końcu i tak by minął.
mamo, mam dość planów w głowie. mam dość wizji swojej śmierci, nie chcę tego.
mamo, tak bardzo nienawidzę siebie za to. nie obwiniam was za nic - to moje życie którego ja nie potrafię poskładać w całość.
dzisiaj jestem kolejny dzień bez leków - i wiesz... nie potrafię bez nich żyć. znowu do nich powrócę bo jestem męczarnią nie tylko dla siebie.
mamo... nie nauczyłaś mnie radzić sobie w takich momentach. nie pozwoliłaś mi poczuć, że jestem kochana. ważna.
tak bardzo siebie znienawidziłam za to. tak bardzo pragnęłam.
dzisiaj już niczego nie chcę. dzisiaj walę głową o płytki i jest mi wszystko jedno. chyba już nie czekam na pomoc.
chyba jej nawet nie chcę.
chyba umiera we mnie człowiek.
pewnie to przeczekam i dam radę... jednak mamo, gdzie jesteś?
Niby wiesz, że to minie. Niby wiesz, że musisz zacisnąć zęby i to przetrwać.
Niby wiesz ale co z tego, kiedy trzeci poranek wygląda tak jak poprzednie.
Budzik dzwoni. Musisz wstać do pracy.
Budzisz się, usiadasz na łóżku. Nie masz sił żeby pójść zrobić sobie kawy.
Nie masz sił żeby się umyć czy ubrać. Wszystko staje się bezsensu.
W końcu motywujesz się. Robisz kawę, pijesz i nawet ona ci nie smakuje. Śniadanie stoi bo od trzech dni jedzenie nie jest ważne.
Chcesz się poddać. Masz dość tej walki o przetrwanie. Czytasz swoje wpisy. 22 dzień bez leków - pisałaś, że wytrzymasz. Przypominasz sobie o co walczysz. Tylko już sama nie wiesz czy walczysz z odstawieniem leków czy z chorobą która się wznowila.
Człowiek w tobie powoli umiera. Oczy tracą blask, z paznokci odpryska lakier.
Patrzysz na ten inny świat ludzi. Idą, cieszą się. Mają plany i marzenia. Ty już nic nie masz prócz zabijajacych myśli.
Nie wiesz jak sobie pomóc. Stoisz w bezruchu a głos w głowie cię zabija.
Niby wiesz ale co z tego, kiedy trzeci poranek wygląda tak jak poprzednie.
Budzik dzwoni. Musisz wstać do pracy.
Budzisz się, usiadasz na łóżku. Nie masz sił żeby pójść zrobić sobie kawy.
Nie masz sił żeby się umyć czy ubrać. Wszystko staje się bezsensu.
W końcu motywujesz się. Robisz kawę, pijesz i nawet ona ci nie smakuje. Śniadanie stoi bo od trzech dni jedzenie nie jest ważne.
Chcesz się poddać. Masz dość tej walki o przetrwanie. Czytasz swoje wpisy. 22 dzień bez leków - pisałaś, że wytrzymasz. Przypominasz sobie o co walczysz. Tylko już sama nie wiesz czy walczysz z odstawieniem leków czy z chorobą która się wznowila.
Człowiek w tobie powoli umiera. Oczy tracą blask, z paznokci odpryska lakier.
Patrzysz na ten inny świat ludzi. Idą, cieszą się. Mają plany i marzenia. Ty już nic nie masz prócz zabijajacych myśli.
Nie wiesz jak sobie pomóc. Stoisz w bezruchu a głos w głowie cię zabija.
czwartek, 14 maja 2015
poniedziałek, 11 maja 2015
Klne, krzyczę, histeryzuje.
momentami sie gubię. Zaraz się zatrzymuje i pytam siebie, czy coś rozumie. Nie wiem za wiele, jednak w życie się dopasuje. Kolorami siebie pomaluje by tęczą się otulic.
Ciemność nocy nie przeraża - swoim blaskiem ją rozjasniam.
Masło maślane. Noce są po to żeby pisać. Cokolwiek.
Litery smakują. we mnie się komponują.
Rano już inaczej je odbieram. Tylko z nocą mogą się zjednac.
momentami sie gubię. Zaraz się zatrzymuje i pytam siebie, czy coś rozumie. Nie wiem za wiele, jednak w życie się dopasuje. Kolorami siebie pomaluje by tęczą się otulic.
Ciemność nocy nie przeraża - swoim blaskiem ją rozjasniam.
Masło maślane. Noce są po to żeby pisać. Cokolwiek.
Litery smakują. we mnie się komponują.
Rano już inaczej je odbieram. Tylko z nocą mogą się zjednac.
niedziela, 3 maja 2015
bez prochów, dzień dobry.
Podobno odstawienie leków z dnia na dzień jest średnio możliwe i nie wróży to sukcesem.
Mam dziesięć dni za sobą. Pierwsze pięć dni - męka fizyczna.Najdokuczliwszy był efekt brain zaps*.
Niestety, na polskich stronach niewiele piszą o tym. Kiedy nie potrafiłam zrozumieć co się ze mną dzieje, co to za dziwne uczucie którego nawet nazwać nie potrafię, przeszywa moją głowę i całą mnie, zaburza moje funkcjonowanie na kilka sekund - odpowiedź znalazłam na forach. Ludzie, którzy sami tego doświadczyli, dzielili się swoimi doświadczeniami.
To okropne. Na ulotkach leków - zwłaszcza SSRI, gdzie powinno być napisane! nigdzie nie piszę o czymś takim. Piszą o objawach przy nagłym odstawieniu leków - jednak pominęli kilka istotnych kwestii.
Od zawrotów głowy, nudności, brain zap'sow, braku sił fizycznych, osłabienia, złego snu, jadłowstrętu - do stabilizacji.
Jak się czułam psychicznie? Przez dwa lata leki regulowały poziom serotoniny i noradrenaliny.
Nagle mój organizm został sam ze sobą bez wspomagaczy. SAM. Musiał spróbować się uregulować.
Było trudno. Napady paniki, płaczu, śmiechu. Nie miałam żadnej kontroli nad tym. Przeglądałam coś w internecie, trafiłam na smutny artykuł i wybuchałam płaczem jakby to był koniec świata. Na dźwięk smutnej melodii od razu zalewała mnie fala przygnębienia.
Moje samopoczucie nigdy nie było tak zachwiane. Mogłam się śmiać a zaraz płakać. Po prostu. Większego powodu do tego nie było.
Chciałam wołać wszystkich o pomoc. Pozostawała świadomość, że to moja droga którą sama muszę przejść. Nikt nie jest w stanie załagodzić życiowego hałasu.
Myśli samobójcze powróciły. Szłam ulicą i chciałam aby samochód nie wyhamował. Nie rozglądałam się na przejściach dla pieszych. Szłam przed siebie i na niczym mi nie zależało.
Samookaleczenia. Myśli 500 razy dziennie - walka z samym sobą żeby nie zrobić sobie krzywdy. Wiem, że autodestrukcja to nic dobrego, jednak moja głowa nie chciała ze mną współpracować.
Chęć pójścia na łatwiznę. Leki - zdobyć leki i zakończyć mękę. Przedawkować, popić alkoholem. Mieć spokój.
Zmęczenie psychiczne totalne. Każda rozmowa wymagająca ode mnie sporego wysiłku. Nerwowość, rozdrażnienie - cały świat na NIE.
Gdyby ktoś dał mi na ten czas karabin. Rozstrzelałabym wszystkim w koło. Razem z sobą.
To bardzo ciężki czas. Człowiek przestaje widzieć co jest przed nim. Zapomina, dlaczego się męczy i po co. Zamyka się w swoim cierpieniu, bez nadziei, że to minie. Jeszcze tylko słowa niczym echo - 'to nie jest dobry czas, na odstawienie', 'musisz brać' - dają siłę aby udowodnić, że DAM SOBIE RADĘ.
Sam dla siebie jesteś ratunkiem. Zaciskasz zęby, kładziesz się wymordowany do łóżka - z dumą, że kolejny dzień za Tobą.
Szarpiesz się ze sobą, bo CHCESZ i o niczym innym nie marzysz aby żyć bez prochów. Szarpiesz się ze sobą, bo głosy lekarzy, ludzi - wciskają Ci swoją prawdę, że nic nie możesz jak tylko faszerować się lekami.
A rozumieją Cię jedynie Ci, którzy znają to. Doświadczyli - a nie naczytali się w książkach.
Podsumowując.
To cholernie ciężkie dziesięć dni. Zwijasz się z bólu. Psychicznego, fizycznego. Świat wariuje w Twojej głowie.
Ale to MIJA. Wracasz w końcu do świata żywych. Zaczyna Cię cieszyć słońce, kwiaty, uśmiech innych.
Zaczynasz kontrolować i panować nad sobą.
JESTEŚ WOLNY !
Czy warto pójść tą droga? odstawiać powoli leki to najważniejsze.
Dla niecierpliwych - droga krótsza ale cięższa. To Twoje życie i Twój wybór. TY DECYDUJESZ. Nikt inny.
Więc walcz o siebie, jeśli czujesz, że to właśnie ta chwila.
Nikogo nie zachęcam do odstawienia leków. Wręcz przeciwnie - jeśli tego potrzebujecie, to bierzcie.
Zanim jednak weźmiecie pierwszy raz szczęście w pigułce - próbujcie własnymi siłami zawalczyć o lepsze jutro.
I odstawiajcie leki oczywiście pod okiem lekarza. Ja niestety lubię robić po swojemu - nie mam cierpliwości aby co dzień rano, czekać na odpowiedni dzień.
środa, 29 kwietnia 2015
Za dużo myślę. za dużo.
nieustannie. analizuje. zastanawiam się. planuję. czasem nawet i marzę.
Próbuje znaleźć jakiś ratunek dla samej siebie. boję się. czuję się niebezpiecznie ze sobą samą.
Łatwiej by mi było, gdybym mieszkała z kimś, kto zna moją obecną sytuację.
muszę sama się o siebie zatroszczyć. nazywam swoje myśli destrukcyjne, myśli s. potworem.
Zjada mnie. wysysa. cała moją zawartość.
zostawia tylko opakowanie. puste.
co się robi z papierami/śmieciami? wyrzuca się. do kosza.
rozumiecie? jeśli tak nadal będzie, to mnie wyżre do końca.
to będzie koniec.
Nie mam zamiaru dac się wciągać planom w głowie.
zamykam oczy, otwieram raz jeszcze i tłumacze sobie : organizm swiruje, ma chwilową niedyspozycje. To minie, nie przejmuj się. Wiesz dobrze, że to co ci głową podsuwa jest sprzeczne z twoim myśleniem.
trzeba to tylko wytrzymać i zachować zdrowy umysł.
wstrząsów w głowie jakby mniej. duszności wczorajsze też uciekły.
Pozostał tylko ból istnienia.
Napady bezpodstawnego płaczu.
Bezsens. Rozczarowanie. Złość - na ludzi obok.
Łatwiej mi wylać złość na nich. Za brak wiary, za kolejną wizytę u lekarza.
A to jest troska.
Nie czuję jej. Jestem przepełniona jakimś złem. Nie chcę widzieć. Znowu włączam myślenie negatywnego nastawienia świata do mnie.
Znowu czuję się osaczona. Samotna. Mam wrażenie, że wszyscy celują we mnie.
Walczę z całym światem - walcząc tylko ze sobą.
Z drugiej strony czuję się jak ciężar. Jakby wszyscy znali moje myśli. Zloscili się na mnie oto co się ze mną dzieje.
Mieli mnie dość. Mojego widoku. Głosu.
Jakby byli już tak bardzo wszyscy zmęczeni.
Nie mają sił.
Ja też nie mam.
nieustannie. analizuje. zastanawiam się. planuję. czasem nawet i marzę.
Próbuje znaleźć jakiś ratunek dla samej siebie. boję się. czuję się niebezpiecznie ze sobą samą.
Łatwiej by mi było, gdybym mieszkała z kimś, kto zna moją obecną sytuację.
muszę sama się o siebie zatroszczyć. nazywam swoje myśli destrukcyjne, myśli s. potworem.
Zjada mnie. wysysa. cała moją zawartość.
zostawia tylko opakowanie. puste.
co się robi z papierami/śmieciami? wyrzuca się. do kosza.
rozumiecie? jeśli tak nadal będzie, to mnie wyżre do końca.
to będzie koniec.
Nie mam zamiaru dac się wciągać planom w głowie.
zamykam oczy, otwieram raz jeszcze i tłumacze sobie : organizm swiruje, ma chwilową niedyspozycje. To minie, nie przejmuj się. Wiesz dobrze, że to co ci głową podsuwa jest sprzeczne z twoim myśleniem.
trzeba to tylko wytrzymać i zachować zdrowy umysł.
wstrząsów w głowie jakby mniej. duszności wczorajsze też uciekły.
Pozostał tylko ból istnienia.
Napady bezpodstawnego płaczu.
Bezsens. Rozczarowanie. Złość - na ludzi obok.
Łatwiej mi wylać złość na nich. Za brak wiary, za kolejną wizytę u lekarza.
A to jest troska.
Nie czuję jej. Jestem przepełniona jakimś złem. Nie chcę widzieć. Znowu włączam myślenie negatywnego nastawienia świata do mnie.
Znowu czuję się osaczona. Samotna. Mam wrażenie, że wszyscy celują we mnie.
Walczę z całym światem - walcząc tylko ze sobą.
Z drugiej strony czuję się jak ciężar. Jakby wszyscy znali moje myśli. Zloscili się na mnie oto co się ze mną dzieje.
Mieli mnie dość. Mojego widoku. Głosu.
Jakby byli już tak bardzo wszyscy zmęczeni.
Nie mają sił.
Ja też nie mam.
Dzień szósty. Godzina 10.33 Nie mogłam spać. Wstałam już o godzinie szóstej rano. Lezalam bezczynnie do siódmej. Zaczęłam się zbierać do pracy. Zawieszalam się momentami aby nabrać sił. Pomalowanie się tuszem do rzęs wymaga ode mnie dużego wysiłku. Poszłam do pracy. Pracuje 15 min od mieszkania. Szlam, stawialam wolno kolejne kroki... droga się nie kończyła.
Myślałam tylko o tym jak mi ciężko iść.
O 10 zaczęłam pracę. Pół godziny temu. Wydaje mi się, że jestem tu już wieczność. Czas nie płynie. Mecze się. W rękach mam dokumenty klienta ze szpitala psychiatrycznego. Czytam. Próba samobójcza. 100 tabletek i alkohol.
Myślę.... muszę załatwić sobie silniejsze leki.
Muszę zdobyć doraźne.
Dzisiaj mam wizytę u lekarza. Poproszę o coś mocnego, może się uda. Dochodzi nagle do mnie, co się dzieje. Nie mogę zrozumieć swojego myślenia. Przecież ja walczę o siebie. Chce żyć. Dlaczego towarzyszy mi, myślenie o śmierci? Ja chcę żyć. Chcę.
piątek, 17 kwietnia 2015
nie jestem
nienormalna,
jestem
całkiem
normalna.
kiedy ktoś przez większą część życia powtarza Ci słowa, że jesteś nienormalna - w końcu zaczynasz w to wierzyć. słowa dudnią Ci w uszach cokolwiek robisz. w pewnym momencie każdy twój ruch wydaje ci się zniekształcony. co tylko powiesz - wydaje ci się chore, nie pasujące. cofasz się w tył i szukasz potwierdzenia w świecie, słów swojego ojca. zaczynasz mieć różne zaburzenia które sam ojciec ci wyśnił. spełniają się jego słowa. idziesz do kolejnego lekarza aby dodatkowo uwierzyć, że jesteś nienormalna. kolejne recepty. kolejne diagnozy. kolejne zalecenia.
odsyłają cię do szpitala psychiatrycznego, na oddział zamknięty. wyjesz z bólu, że nie chcesz takiej wizji przyszłości a z drugiej strony w końcu odczuwasz ulgę... masz potwierdzenie, na to kim jesteś.
i możesz żyć słowami które słyszałaś... i możesz dać im władzę nad swoim życiem.
ale też możesz znaleźć PRAWDĘ.
która jest inna.
w końcu decydujesz się zobaczyć tę drugą stronę.
więcej argumentów za niż przeciw.
widzisz to. ale nie chcesz przestać wierzyć. bo słowa zakorzeniły się w tobie. utracisz cząstke siebie.
będziesz NORMALNA.
a przecież ojciec nie mógł kłamać...
zakłamał.
niedziela, 22 lutego 2015
Jutro dzień walki z depresją.
Napiszę, nie tyle o samej depresji co o zaburzeniach depresyjnych i lękowych.
Taką diagnozę trzy lata temu usłyszałam. Dzisiaj jest trochę inna.
Dlaczego w ogóle poszłam do psychiatry? dziewczyna, 20-letnia wówczas. Czemu musiałam zasiąść w białym gabinecie przy biurku z Panią doktor?
Przeprowadziłam się z małej wioski do wielkiego miasta. Porzuciłam dom rodzinny i wspomnienia które do dziś kaleczą moje serce.
Jestem DDA co dodatkowo utrudniło moje funkcjonowanie w nowym miejscu. Przez pierwsze miesiące zmiany otoczenia, straciłam całkowicie kontrole nad sobą. Z wesołej dziewczyny, która całkiem dobrze sobie radziła zamieniłam się w kłębek smutku. Dzień rozpoczynałam koło godziny 13.00. Do tego czasu walczyłam ze sobą aby wyjść z łóżka. Całe dnie chodziłam w piżamie, bo przebranie stało się tak wielkim wyzwaniem, że się poddawałam.
Nie musiałam jeść, bo głodu w ogóle nie czułam. Wystarczyło mi moje łóżko aby jakoś przetrwać wszystko.
Nie czytałam, nie słuchałam muzyki, nie kontaktowałam się z ludźmi, nie spędzałam czasu przy laptopie.
Leżałam i gapiłam się w ścianę. Zawieszałam swój wzrok a to sprawiało, że było mi przyjemnie. Nie potrzebowałam niczego prócz sufitu. Snułam smutne historie swojego życia które w końcu mnie od siebie uzależniły.
nie miałam siły ogarnąć przetłuszczonych włosów, których nie myłam od kilku dni. Paznokcie wiele miesięcy nie widziały lakieru.
Miałam znaleźć pracę kiedy się przeprowadziłam. Koleżanka fobia społeczna nie pozwoliła mi wyjść z domu.
Bałam się wszystkiego i wszystkich. Dodatkowo obwiniałam siebie za to choć nie miałam wpływu.
Chowałam głowę pod kołdrę i kryłam się przed światem który wtedy tak mnie bolał. Nie widziałam wyjścia dla siebie. Nie panowałam nad swoim smutkiem. Przepełnił mnie całkowicie, wszystko stało się szare.
Świat za oknem przestał obchodzić i co się w nim działo - w ogóle mnie nie interesowało. Mój świat składał się z ściany i łóżka. Niczego więcej nie potrzebowałam.
W końcu zawlokłam się na terapię. Wiedziałam, że nie mam najmniejszych szans żeby jakoś sama się ogarnąć. Poszłam na kilka spotkań z terapeutą - ale niestety, nie byłam w stanie nic powiedzieć. Przytakiwałam, kiwałam głową - i to by było na tyle.
Skierowano mnie do Pani doktor. Dostałam psychotropy które jakoś mnie poskładały. Zaczęłam wychodzić z domu, mniej się obawiać, czasem nawet się uśmiechnęłam. Leki poprawiły trochę mój nastrój i zwalczyły moje zaburzenia które uniemożliwiały mi wychodzenie z domu tj. nogi jak z waty, zaburzona równowaga ruchu, duszności, zastygła-sparaliżowana twarz, wrażenie że wszyscy patrzą tylko na mnie.
Smutek nie był już tak ogromny. Pamiętam, jak leżałam w łóżku i chciałam przywołać ten stan. Nie mogłam. Męczyłam się tym, że nie mogę odzyskać tego przygnębienia.W końcu oswoiłam się z tym i przebrnęłam.
Wiem, że leki na tamten czas były konieczne. Może dałabym bez nich radę gdybym miała jakąś rękę skierowaną ku mnie. Nie było jej dlatego to było jedyne wyjście do pozbierania się.
Wszystko jednak tkwi w głowie. Same leki niczego nie załatwią.
Najlepszym lekarstwem jest terapia. Zrozumienie i świadomość źródła.
Nie musisz się wstydzić tego, co teraz czujesz. Przeciwnie... to, że odczuwasz taki ból, jest twoją największą siłą.
Joanne Kathleen Rowling
sobota, 21 lutego 2015
Odejdźcie myśli złe
czekające tylko aż nadejdzie chwila
do wykonania kroku w przód
które kończy wszystko
i zabiera mnie
Zmiana otoczenia nie pomogła.
Jadę samochodem, rozpedzam się jak mogę i zastanawiam się czy hamowac jest sens.
Uśmiecham się sztucznie i czuję jak to mnie przerasta. Totalnie przerasta.
środa, 18 lutego 2015
Czasem po prostu mam dość tej drugiej osoby we mnie. Demobilizuje mnie i przyciąga na same dno.
Ładuje do głowy myśli złe które niszczą całą moją głowę. Zmagam się z nią aby wywalczyć chwilę upragnionego spokoju. Idę ulicą, próbuje się zachwycać pięknym niebem które jakoś nie specjalnie mnie wzrusza. Obojętność mnie przepełnia jakby sens wczorajszy gdzieś zanikł.
Rady ludzi zostawiam z tyłu. Trzymaj się, bądź silna, nie poddawaj się, dasz radę - cisza. chcę to wyłączyć. nie chcę słyszeć nic.
pragnę ciszy w której się zatracę. Pragnę nie słyszeć, że mam w sobie siłę, że mogę z tego wyjść...
nie chcę mieć wyrzutów sumienia, gdy jednak tej rady nie daje.
A ja? ta chyba ja. Tak bardzo potrzebuje tego wsparcia, tłuczenia do głowy, że mogę mogę mogę!
to wszystko zależy ode mnie. Nie od cudownych tabsów - ode mnie.
Mogę wyprostować swoje skrzywienia, mogę zatrzymać falę zalewającego smutku i negatywnych myśli.
Mogę nie sięgać po te destrukcyjne pomysły. Mogę wszystko odepchnąć jak bumerang'a.
Mogę, tylko muszę chcieć. A ja tak często nie chce. Wystarczy to wszystko odepchnąć, wstać, zacząć skakać i powiedzieć sobie: to tylko w Twojej głowie, przestań słuchać jej!
Wystarczy skulić głowę i poprosić o pomoc, nawet kiedy słyszysz głos, że nie warta jesteś jej.
Mój mózg jest wadliwy, potrzebuję przycisku reset aby czasem przywrócić się do życia.
Potrzebuję siebie aby wejść w siebie.
wtorek, 17 lutego 2015
Są dni, kiedy jakoś milej na siebie spoglądam. Patrzę nieśmiało w lustro i skrycie się do siebie uśmiecham.
Nie przeszkadza mi wtedy tak bardzo za duży nos, widzę nawet całkiem znośną twarz.
Przychodzą też dni, kiedy moje lustro przygniata mnie do ziemi.
Widzę wtedy te brzydkie i krzywe nogi, za szerokie biodra, kilogramy których powinno nie być.
Widzę puste oczy które nie chcą dłużej patrzeć.
Przypadkiem oglądam się w odbiciu szyby idąc ulicą, myślę sobie: czemu jestem taka okropna. Porównuje się z obcymi osobami, zazdroszcząc całkowicie.
Czasem przez krótką chwilę, wierzę że jestem całkiem ładna. To nie trwa długo, bo kiedy wychodzę z domu oczy ludzi krzyczą do mnie, że jest inaczej.
Ich spojrzenia rzucane w moją stronę są zbudzeniem z mojego kłamstwa.
Maszeruje ulicami jakaś taka nijaka. Dziewczyna gorszej próby, nie warta kochania. Każdy ciepły gest, słowo skierowane w moją stronę jak najcenniejszy skarb - a ja nie warta na nie.
Nie przeszkadza mi wtedy tak bardzo za duży nos, widzę nawet całkiem znośną twarz.
Przychodzą też dni, kiedy moje lustro przygniata mnie do ziemi.
Widzę wtedy te brzydkie i krzywe nogi, za szerokie biodra, kilogramy których powinno nie być.
Widzę puste oczy które nie chcą dłużej patrzeć.
Przypadkiem oglądam się w odbiciu szyby idąc ulicą, myślę sobie: czemu jestem taka okropna. Porównuje się z obcymi osobami, zazdroszcząc całkowicie.
Czasem przez krótką chwilę, wierzę że jestem całkiem ładna. To nie trwa długo, bo kiedy wychodzę z domu oczy ludzi krzyczą do mnie, że jest inaczej.
Ich spojrzenia rzucane w moją stronę są zbudzeniem z mojego kłamstwa.
Maszeruje ulicami jakaś taka nijaka. Dziewczyna gorszej próby, nie warta kochania. Każdy ciepły gest, słowo skierowane w moją stronę jak najcenniejszy skarb - a ja nie warta na nie.
poniedziałek, 16 lutego 2015
nie jestem głodna.
Dwa lata temu chorowałam na dość poważną fobie społeczną. Skutkiem tej fobii była izolacja w domu, trzęsące się nogi, nie byłam w stanie czasem kroku wykonać, dni spędzane w łóżku bo bałam się ludzi, wszyscy i wszystko na mnie patrzyło.
Najgorzej jednak wspominam JEDZENIE. Nie byłam w stanie jeść w miejscach publicznych - moja twarz drętwiała, dziwne paraliże. Kiedy siłą zmusiłam się wejść do jakiegoś baru, restauracji ze znajomymi - odmawiałam jedzenia. Nigdy nie byłam głodna. Zamawiałam kawę dla świętego spokoju.
Mogłam jeść tylko w samotności. Bez ludzi. Nawet w swoim domu, kiedy w mieszkaniu ktoś był - nie jadłam.
Potrafiłam przetrwać kilka dni na jakimś batonie, jogurcie czy żelkach. Pamiętam pracę za granicą, kiedy pracowałam po 14 godzin - w efekcie spałam po 3 godziny... pamiętam znajomych którzy mi ciągle towarzyszyli... pamiętam tydzień nie jedzenia. Pamiętam siódmy dzień kiedy już mdlałam.
o co chodzi w tym wszystkim? chodzi mi o LUDZI.
Dalej to powraca... po prostu, nie mogę. Nie wiem czemu - mogę jeść kiedy jestem sama, wtedy jest nawet normalnie.
Czemu tak się dzieje? na myśl przychodzą mi PIEROGI.
Przed oczami mam mamę która odbiera mi talerz i nie pozwala jeść. Dlaczego? konsekwencja. kara.
co musiałam zrobić żeby dziecku zabronić jedzenia?
zawiozłam tatę na zakupy samochodem. Tak, to było w wieku 18-lat.
Pamiętam jak strasznie płakałam przez ten posrany obiad. Pamiętam ten ból kiedy wydarła mi z rąk talerz i powiedziała, że mam sama robić sobie zakupy i niczego nie jeść.
Dzisiaj mogę jeść a nie potrafię.
Czy to miało aż tak wielki wpływ na moje zaburzenia obecne?
Czuję się jak potwór kiedy zjem trzy posiłki dziennie. Czuję wielki wstręt - kiedy pozwalam sobie jeść.
Najlepiej czuję się gdy przez kilka dni, nie mam niczego w ustach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




