Podobno odstawienie leków z dnia na dzień jest średnio możliwe i nie wróży to sukcesem.
Mam dziesięć dni za sobą. Pierwsze pięć dni - męka fizyczna.Najdokuczliwszy był efekt brain zaps*.
Niestety, na polskich stronach niewiele piszą o tym. Kiedy nie potrafiłam zrozumieć co się ze mną dzieje, co to za dziwne uczucie którego nawet nazwać nie potrafię, przeszywa moją głowę i całą mnie, zaburza moje funkcjonowanie na kilka sekund - odpowiedź znalazłam na forach. Ludzie, którzy sami tego doświadczyli, dzielili się swoimi doświadczeniami.
To okropne. Na ulotkach leków - zwłaszcza SSRI, gdzie powinno być napisane! nigdzie nie piszę o czymś takim. Piszą o objawach przy nagłym odstawieniu leków - jednak pominęli kilka istotnych kwestii.
Od zawrotów głowy, nudności, brain zap'sow, braku sił fizycznych, osłabienia, złego snu, jadłowstrętu - do stabilizacji.
Jak się czułam psychicznie? Przez dwa lata leki regulowały poziom serotoniny i noradrenaliny.
Nagle mój organizm został sam ze sobą bez wspomagaczy. SAM. Musiał spróbować się uregulować.
Było trudno. Napady paniki, płaczu, śmiechu. Nie miałam żadnej kontroli nad tym. Przeglądałam coś w internecie, trafiłam na smutny artykuł i wybuchałam płaczem jakby to był koniec świata. Na dźwięk smutnej melodii od razu zalewała mnie fala przygnębienia.
Moje samopoczucie nigdy nie było tak zachwiane. Mogłam się śmiać a zaraz płakać. Po prostu. Większego powodu do tego nie było.
Chciałam wołać wszystkich o pomoc. Pozostawała świadomość, że to moja droga którą sama muszę przejść. Nikt nie jest w stanie załagodzić życiowego hałasu.
Myśli samobójcze powróciły. Szłam ulicą i chciałam aby samochód nie wyhamował. Nie rozglądałam się na przejściach dla pieszych. Szłam przed siebie i na niczym mi nie zależało.
Samookaleczenia. Myśli 500 razy dziennie - walka z samym sobą żeby nie zrobić sobie krzywdy. Wiem, że autodestrukcja to nic dobrego, jednak moja głowa nie chciała ze mną współpracować.
Chęć pójścia na łatwiznę. Leki - zdobyć leki i zakończyć mękę. Przedawkować, popić alkoholem. Mieć spokój.
Zmęczenie psychiczne totalne. Każda rozmowa wymagająca ode mnie sporego wysiłku. Nerwowość, rozdrażnienie - cały świat na NIE.
Gdyby ktoś dał mi na ten czas karabin. Rozstrzelałabym wszystkim w koło. Razem z sobą.
To bardzo ciężki czas. Człowiek przestaje widzieć co jest przed nim. Zapomina, dlaczego się męczy i po co. Zamyka się w swoim cierpieniu, bez nadziei, że to minie. Jeszcze tylko słowa niczym echo - 'to nie jest dobry czas, na odstawienie', 'musisz brać' - dają siłę aby udowodnić, że DAM SOBIE RADĘ.
Sam dla siebie jesteś ratunkiem. Zaciskasz zęby, kładziesz się wymordowany do łóżka - z dumą, że kolejny dzień za Tobą.
Szarpiesz się ze sobą, bo CHCESZ i o niczym innym nie marzysz aby żyć bez prochów. Szarpiesz się ze sobą, bo głosy lekarzy, ludzi - wciskają Ci swoją prawdę, że nic nie możesz jak tylko faszerować się lekami.
A rozumieją Cię jedynie Ci, którzy znają to. Doświadczyli - a nie naczytali się w książkach.
Podsumowując.
To cholernie ciężkie dziesięć dni. Zwijasz się z bólu. Psychicznego, fizycznego. Świat wariuje w Twojej głowie.
Ale to MIJA. Wracasz w końcu do świata żywych. Zaczyna Cię cieszyć słońce, kwiaty, uśmiech innych.
Zaczynasz kontrolować i panować nad sobą.
JESTEŚ WOLNY !
Czy warto pójść tą droga? odstawiać powoli leki to najważniejsze.
Dla niecierpliwych - droga krótsza ale cięższa. To Twoje życie i Twój wybór. TY DECYDUJESZ. Nikt inny.
Więc walcz o siebie, jeśli czujesz, że to właśnie ta chwila.
Nikogo nie zachęcam do odstawienia leków. Wręcz przeciwnie - jeśli tego potrzebujecie, to bierzcie.
Zanim jednak weźmiecie pierwszy raz szczęście w pigułce - próbujcie własnymi siłami zawalczyć o lepsze jutro.
I odstawiajcie leki oczywiście pod okiem lekarza. Ja niestety lubię robić po swojemu - nie mam cierpliwości aby co dzień rano, czekać na odpowiedni dzień.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz