Jestem tu :)
Jestem.
Już nie ta Diary - ta co w poprzednich postach.
Jestem nowa.
Wróciłam tu też.
REAKTYWACJA.
ŻYCIA.
MOJEGO.
TWOJEGO.
Spróbujesz?;-)
Diary
mam 23 lata. marzę o normalności. chcę sobie żyć jak zwykły człowiek bez etykiet na plecach. bez zaburzeń osobowości. bez smutku, nerwicy i zmagań.
sobota, 19 grudnia 2015
czwartek, 21 maja 2015
Idę ulicą. wracam z pracy w której znowu zawaliłam. Jak mam wytłumaczyć, że po prostu jestem zatrzymana na jakiejś osi czasu która blokuje mi normalne funkcjonowanie? Jak mam wytłumaczyć, że wszystko wylatuje mi z głowy? brak koncentracji, uwagi, wszystko wylatuje Ci z rąk.
Siedzisz i nasłuchujesz czy pracodawca dzwoni do drugiego żeby się wyskarżyć. czekasz aż przyjdzie i cię zwolni. czekasz aż usłyszysz jaka jesteś beznadziejna.
to nie nadchodzi. niby możesz odetchnąć, niby nic się nie zmienia a ty wciąż się boisz.
boisz się dnia kolejnego. nieporadności. chwiejności. kompromitacji.
boisz się, że w końcu jednak usłyszysz, że po prostu jesteś do niczego.
Nie pójdziesz na L4. Przecież będą sobie doskonale radzić bez Ciebie, znajdą kogoś na Twoje miejsce i nie będziesz im już potrzebna.
Więc męczysz się. Robisz kolejną melisę aby ściśnięty żołądek w końcu sobie odpuścił.
Zatapiasz wzrok w monitorze komputera - ruszasz kursorem myszki ale niczego nie widzisz. Zawiesiłaś się na jednym punkcie ale pozornie pracujesz.
Więcej szkody z Ciebie niż pożytku ale nie odpuszczasz. starasz się z wszystkich sił... jednak po co?
Urlop byłby dla Ciebie wybawieniem. niczego tak nie potrzebujesz jak tego. jak poskładania się znów w całość. ale ubierasz się rano, malujesz - maskujesz wczorajsze łzy i idziesz.
godziny w ogóle nie lecą, odliczasz każdą minutę... byle tylko zamknąć drzwi i wyjść. aby wrócić do domu i nie udawać.
a z drugiej strony... gdyby nie ta praca, to byś nie wstawała w ogóle z łóżka. dzień wyglądałby tak jak wieczór. w samotności walcząc z sobą. z myślami..
Siedzisz i nasłuchujesz czy pracodawca dzwoni do drugiego żeby się wyskarżyć. czekasz aż przyjdzie i cię zwolni. czekasz aż usłyszysz jaka jesteś beznadziejna.
to nie nadchodzi. niby możesz odetchnąć, niby nic się nie zmienia a ty wciąż się boisz.
boisz się dnia kolejnego. nieporadności. chwiejności. kompromitacji.
boisz się, że w końcu jednak usłyszysz, że po prostu jesteś do niczego.
Nie pójdziesz na L4. Przecież będą sobie doskonale radzić bez Ciebie, znajdą kogoś na Twoje miejsce i nie będziesz im już potrzebna.
Więc męczysz się. Robisz kolejną melisę aby ściśnięty żołądek w końcu sobie odpuścił.
Zatapiasz wzrok w monitorze komputera - ruszasz kursorem myszki ale niczego nie widzisz. Zawiesiłaś się na jednym punkcie ale pozornie pracujesz.
Więcej szkody z Ciebie niż pożytku ale nie odpuszczasz. starasz się z wszystkich sił... jednak po co?
Urlop byłby dla Ciebie wybawieniem. niczego tak nie potrzebujesz jak tego. jak poskładania się znów w całość. ale ubierasz się rano, malujesz - maskujesz wczorajsze łzy i idziesz.
godziny w ogóle nie lecą, odliczasz każdą minutę... byle tylko zamknąć drzwi i wyjść. aby wrócić do domu i nie udawać.
a z drugiej strony... gdyby nie ta praca, to byś nie wstawała w ogóle z łóżka. dzień wyglądałby tak jak wieczór. w samotności walcząc z sobą. z myślami..
wtorek, 19 maja 2015
rozstrzelane myśli.
a ja pośród nich. nie wiesz czy droga którą idziesz jest słuszna. nie wiesz czy wylane łzy, bezsilność są tego warte. nie wiesz, czy popełniasz największy błąd swojego życia czy może właśnie znalazłaś wybawienie dla samego siebie. nie wiesz i nikt Ci nie odpowie. Błędnie szukasz odpowiedzi, oczekując od ludzi drogowskazu. Zostawiasz swoje życie w cudzych rękach.
Wiesz, że nie chcesz tego i nie zgadzasz się z ich decyzją jednak wątpisz częściej w swoje racje niż w czyjeś.
Łatwiej zrzucić cały ciężar, oddać odpowiedzialność i po prostu CZEKAĆ. Nie wiesz na co, nie wiesz czy jest jakiś sens ale czujesz się bezpieczniej bo to nie ty podejmujesz decyzje.
A kiedy to sobie zostawiasz prawo do wyboru? słusznego, błędnego ale Twojego?
może lepiej przyjąć od losu kopniaki aby być silniejszym? może warto uczyć się na błędach?
ale na jakich błędach skoro boisz się nawet je popełniać?
może stanie w miejscu, przyjmowanie to co byle jakie - nie jest najwłaściwszą drogą? może warto zobaczyć coś więcej, coś lepszego dla siebie? może warto nie ograniczać się do byle jakości?
może warto pomyśleć, że człowiek jest tylko człowiekiem. Popełnia błędy? Twoje życie może stać się również taką pomyłką.. ale czy nie lepiej samemu je popełniać?
26 dni. dzień. dzień. dzień.
samodestrukcja bądź uparte dążenie do celu. są różne perspektywy.
może to nie kolejny szkodliwy mechanizm a walka o siebie?
nie wiesz. jesteś zagubiona pośród chaosu własnych myśli. rozrywa cię od środka. w jednej chwili myślisz tak - a zaraz inaczej. chcesz wierzyć jednak boisz się.. szukasz potwierdzenia swojej decyzji na próżno.
ale może tak właśnie musi być? przecież to kolejna mobilizacja aby podnieść się i iść dalej?
pokazać, że to ty kierujesz własnym życiem - i w końcu wrócisz na właściwy, spokojny tor?
bez kolorowych pastylek...
a ja pośród nich. nie wiesz czy droga którą idziesz jest słuszna. nie wiesz czy wylane łzy, bezsilność są tego warte. nie wiesz, czy popełniasz największy błąd swojego życia czy może właśnie znalazłaś wybawienie dla samego siebie. nie wiesz i nikt Ci nie odpowie. Błędnie szukasz odpowiedzi, oczekując od ludzi drogowskazu. Zostawiasz swoje życie w cudzych rękach.
Wiesz, że nie chcesz tego i nie zgadzasz się z ich decyzją jednak wątpisz częściej w swoje racje niż w czyjeś.
Łatwiej zrzucić cały ciężar, oddać odpowiedzialność i po prostu CZEKAĆ. Nie wiesz na co, nie wiesz czy jest jakiś sens ale czujesz się bezpieczniej bo to nie ty podejmujesz decyzje.
A kiedy to sobie zostawiasz prawo do wyboru? słusznego, błędnego ale Twojego?
może lepiej przyjąć od losu kopniaki aby być silniejszym? może warto uczyć się na błędach?
ale na jakich błędach skoro boisz się nawet je popełniać?
może stanie w miejscu, przyjmowanie to co byle jakie - nie jest najwłaściwszą drogą? może warto zobaczyć coś więcej, coś lepszego dla siebie? może warto nie ograniczać się do byle jakości?
może warto pomyśleć, że człowiek jest tylko człowiekiem. Popełnia błędy? Twoje życie może stać się również taką pomyłką.. ale czy nie lepiej samemu je popełniać?
26 dni. dzień. dzień. dzień.
samodestrukcja bądź uparte dążenie do celu. są różne perspektywy.
może to nie kolejny szkodliwy mechanizm a walka o siebie?
nie wiesz. jesteś zagubiona pośród chaosu własnych myśli. rozrywa cię od środka. w jednej chwili myślisz tak - a zaraz inaczej. chcesz wierzyć jednak boisz się.. szukasz potwierdzenia swojej decyzji na próżno.
ale może tak właśnie musi być? przecież to kolejna mobilizacja aby podnieść się i iść dalej?
pokazać, że to ty kierujesz własnym życiem - i w końcu wrócisz na właściwy, spokojny tor?
bez kolorowych pastylek...
Dla (nie)rozumnych
Nie chcę waszych 'będzie dobrze'
Nie chce waszych 'dasz radę'
Nie chce waszych 'to minie'
Nie chcę waszych rad które nijak mają się do rzeczywistości.
Nie chcę waszego wsparcia który wsparciem nie jest.
Jestem tu sama.
Izoluje się a wy na to pozwalacie.
Jest wam wygodniej słyszeć, że chce być sama w domu, chce spać.
Jest wam kurwa po prostu wszystkim wygodniej.
A Ja podchodzę pod okno, wychylam się i nikogo nie widzę.
Nikt mnie nie złapie. Wzniose się do góry.
Nie ma usprawiedliwienia na ludzką ślepote.
Może jestem psychiczna ale ja nie udaje, że nie widzę!
Nie chcę waszych 'będzie dobrze'
Nie chce waszych 'dasz radę'
Nie chce waszych 'to minie'
Nie chcę waszych rad które nijak mają się do rzeczywistości.
Nie chcę waszego wsparcia który wsparciem nie jest.
Jestem tu sama.
Izoluje się a wy na to pozwalacie.
Jest wam wygodniej słyszeć, że chce być sama w domu, chce spać.
Jest wam kurwa po prostu wszystkim wygodniej.
A Ja podchodzę pod okno, wychylam się i nikogo nie widzę.
Nikt mnie nie złapie. Wzniose się do góry.
Nie ma usprawiedliwienia na ludzką ślepote.
Może jestem psychiczna ale ja nie udaje, że nie widzę!
piątek, 15 maja 2015
mamo piszę do ciebie list którego ty pewnie nigdy nie przeczytasz.
nie rozmawiamy o takich rzeczach - potrafisz mi opowiadać godzinami o pieniądzach, paczkach, rzeczach. nie potrafimy rozmawiać o tym co ważne.
piszę do ciebie i płaczę. cały dzień skrecam sie z bólu i wylewam łzy.
mamo, tak mi ciężko. dałaś mi życie którego ja nie chcę. dałaś mi życie jednak nie nauczyłaś żyć.
czy pieniądze były warte tego? dzisiaj, jestem dorosła i tak bardzo nieszczęśliwa. mam wszystko jednak to wszystko nie potrafi zabrać bólu.
wczoraj mamo chciałam połknąć leki. tak jak kiedyś... tak, już próbowałam o czym ty nie wiesz.
dzisiaj trzy razy podchodziłam pod okno i spoglądałam w dół... wiesz, brakuje mi odwagi albo ta cholera odpowiedzialność.. nie chce zostawiać was z bólem który w końcu i tak by minął.
mamo, mam dość planów w głowie. mam dość wizji swojej śmierci, nie chcę tego.
mamo, tak bardzo nienawidzę siebie za to. nie obwiniam was za nic - to moje życie którego ja nie potrafię poskładać w całość.
dzisiaj jestem kolejny dzień bez leków - i wiesz... nie potrafię bez nich żyć. znowu do nich powrócę bo jestem męczarnią nie tylko dla siebie.
mamo... nie nauczyłaś mnie radzić sobie w takich momentach. nie pozwoliłaś mi poczuć, że jestem kochana. ważna.
tak bardzo siebie znienawidziłam za to. tak bardzo pragnęłam.
dzisiaj już niczego nie chcę. dzisiaj walę głową o płytki i jest mi wszystko jedno. chyba już nie czekam na pomoc.
chyba jej nawet nie chcę.
chyba umiera we mnie człowiek.
pewnie to przeczekam i dam radę... jednak mamo, gdzie jesteś?
nie rozmawiamy o takich rzeczach - potrafisz mi opowiadać godzinami o pieniądzach, paczkach, rzeczach. nie potrafimy rozmawiać o tym co ważne.
piszę do ciebie i płaczę. cały dzień skrecam sie z bólu i wylewam łzy.
mamo, tak mi ciężko. dałaś mi życie którego ja nie chcę. dałaś mi życie jednak nie nauczyłaś żyć.
czy pieniądze były warte tego? dzisiaj, jestem dorosła i tak bardzo nieszczęśliwa. mam wszystko jednak to wszystko nie potrafi zabrać bólu.
wczoraj mamo chciałam połknąć leki. tak jak kiedyś... tak, już próbowałam o czym ty nie wiesz.
dzisiaj trzy razy podchodziłam pod okno i spoglądałam w dół... wiesz, brakuje mi odwagi albo ta cholera odpowiedzialność.. nie chce zostawiać was z bólem który w końcu i tak by minął.
mamo, mam dość planów w głowie. mam dość wizji swojej śmierci, nie chcę tego.
mamo, tak bardzo nienawidzę siebie za to. nie obwiniam was za nic - to moje życie którego ja nie potrafię poskładać w całość.
dzisiaj jestem kolejny dzień bez leków - i wiesz... nie potrafię bez nich żyć. znowu do nich powrócę bo jestem męczarnią nie tylko dla siebie.
mamo... nie nauczyłaś mnie radzić sobie w takich momentach. nie pozwoliłaś mi poczuć, że jestem kochana. ważna.
tak bardzo siebie znienawidziłam za to. tak bardzo pragnęłam.
dzisiaj już niczego nie chcę. dzisiaj walę głową o płytki i jest mi wszystko jedno. chyba już nie czekam na pomoc.
chyba jej nawet nie chcę.
chyba umiera we mnie człowiek.
pewnie to przeczekam i dam radę... jednak mamo, gdzie jesteś?
Niby wiesz, że to minie. Niby wiesz, że musisz zacisnąć zęby i to przetrwać.
Niby wiesz ale co z tego, kiedy trzeci poranek wygląda tak jak poprzednie.
Budzik dzwoni. Musisz wstać do pracy.
Budzisz się, usiadasz na łóżku. Nie masz sił żeby pójść zrobić sobie kawy.
Nie masz sił żeby się umyć czy ubrać. Wszystko staje się bezsensu.
W końcu motywujesz się. Robisz kawę, pijesz i nawet ona ci nie smakuje. Śniadanie stoi bo od trzech dni jedzenie nie jest ważne.
Chcesz się poddać. Masz dość tej walki o przetrwanie. Czytasz swoje wpisy. 22 dzień bez leków - pisałaś, że wytrzymasz. Przypominasz sobie o co walczysz. Tylko już sama nie wiesz czy walczysz z odstawieniem leków czy z chorobą która się wznowila.
Człowiek w tobie powoli umiera. Oczy tracą blask, z paznokci odpryska lakier.
Patrzysz na ten inny świat ludzi. Idą, cieszą się. Mają plany i marzenia. Ty już nic nie masz prócz zabijajacych myśli.
Nie wiesz jak sobie pomóc. Stoisz w bezruchu a głos w głowie cię zabija.
Niby wiesz ale co z tego, kiedy trzeci poranek wygląda tak jak poprzednie.
Budzik dzwoni. Musisz wstać do pracy.
Budzisz się, usiadasz na łóżku. Nie masz sił żeby pójść zrobić sobie kawy.
Nie masz sił żeby się umyć czy ubrać. Wszystko staje się bezsensu.
W końcu motywujesz się. Robisz kawę, pijesz i nawet ona ci nie smakuje. Śniadanie stoi bo od trzech dni jedzenie nie jest ważne.
Chcesz się poddać. Masz dość tej walki o przetrwanie. Czytasz swoje wpisy. 22 dzień bez leków - pisałaś, że wytrzymasz. Przypominasz sobie o co walczysz. Tylko już sama nie wiesz czy walczysz z odstawieniem leków czy z chorobą która się wznowila.
Człowiek w tobie powoli umiera. Oczy tracą blask, z paznokci odpryska lakier.
Patrzysz na ten inny świat ludzi. Idą, cieszą się. Mają plany i marzenia. Ty już nic nie masz prócz zabijajacych myśli.
Nie wiesz jak sobie pomóc. Stoisz w bezruchu a głos w głowie cię zabija.
Subskrybuj:
Posty (Atom)