czwartek, 21 maja 2015

Idę ulicą. wracam z pracy w której znowu zawaliłam. Jak mam wytłumaczyć, że po prostu jestem zatrzymana na jakiejś osi czasu która blokuje mi normalne funkcjonowanie? Jak mam wytłumaczyć, że wszystko wylatuje mi z głowy? brak koncentracji, uwagi, wszystko wylatuje Ci z rąk.
Siedzisz i nasłuchujesz czy pracodawca dzwoni do drugiego żeby się wyskarżyć. czekasz aż przyjdzie i cię zwolni. czekasz aż usłyszysz jaka jesteś beznadziejna.
to nie nadchodzi. niby możesz odetchnąć, niby nic się nie zmienia a ty wciąż się boisz.
boisz się dnia kolejnego. nieporadności. chwiejności. kompromitacji.
boisz się, że w końcu jednak usłyszysz, że po prostu jesteś do niczego.
Nie pójdziesz na L4. Przecież będą sobie doskonale radzić bez Ciebie, znajdą kogoś na Twoje miejsce i nie będziesz im już potrzebna.
Więc męczysz się. Robisz kolejną melisę aby ściśnięty żołądek w końcu sobie odpuścił.
Zatapiasz wzrok w monitorze komputera - ruszasz kursorem myszki ale niczego nie widzisz. Zawiesiłaś się na jednym punkcie ale pozornie pracujesz.
Więcej szkody z Ciebie niż pożytku ale nie odpuszczasz. starasz się z wszystkich sił... jednak po co?
Urlop byłby dla Ciebie wybawieniem. niczego tak nie potrzebujesz jak tego. jak poskładania się znów w całość. ale ubierasz się rano, malujesz - maskujesz wczorajsze łzy i idziesz.
godziny w ogóle nie lecą, odliczasz każdą minutę... byle tylko zamknąć drzwi i wyjść. aby wrócić do domu i nie udawać.
a z drugiej strony... gdyby nie ta praca, to byś nie wstawała w ogóle z łóżka. dzień wyglądałby tak jak wieczór. w samotności walcząc z sobą. z myślami..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz