wtorek, 17 lutego 2015

Są dni, kiedy jakoś milej na siebie spoglądam. Patrzę nieśmiało w lustro i skrycie się do siebie uśmiecham.
Nie przeszkadza mi wtedy tak bardzo za duży nos, widzę nawet całkiem znośną twarz.
Przychodzą też dni, kiedy moje lustro przygniata mnie do ziemi.
Widzę wtedy te brzydkie i krzywe nogi, za szerokie biodra, kilogramy których powinno nie być.
Widzę puste oczy które nie chcą dłużej patrzeć.
Przypadkiem oglądam się w odbiciu szyby idąc ulicą, myślę sobie: czemu jestem taka okropna. Porównuje się z obcymi osobami, zazdroszcząc całkowicie.
Czasem przez krótką chwilę, wierzę że jestem całkiem ładna. To nie trwa długo, bo kiedy wychodzę z domu oczy ludzi krzyczą do mnie, że jest inaczej.
Ich spojrzenia rzucane w moją stronę są zbudzeniem z mojego kłamstwa.
Maszeruje ulicami jakaś taka nijaka. Dziewczyna gorszej próby, nie warta kochania. Każdy ciepły gest, słowo skierowane w moją stronę jak najcenniejszy skarb - a ja nie warta na nie.


5 komentarzy:

  1. Aniu, Tyś piękna jak Słoneczko :)
    Sobie musisz się podobać, akceptować.
    Nie ma ludzi, których uroda odpowiada każdemu.
    Ważniejsze jest zadbanie o wnętrze.
    Wtedy oczy same będą się uśmiechać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odszukasz miejsce, w którym będziesz u siebie, zobaczysz!
    Szerokiej drogi!

    Magdalena

    OdpowiedzUsuń