Dzień szósty.
Godzina 10.33
Nie mogłam spać. Wstałam już o godzinie szóstej rano. Lezalam
bezczynnie do siódmej. Zaczęłam się zbierać do pracy. Zawieszalam się
momentami aby nabrać sił. Pomalowanie się tuszem do rzęs wymaga ode
mnie dużego wysiłku.
Poszłam do pracy. Pracuje 15 min od mieszkania. Szlam, stawialam wolno
kolejne kroki... droga się nie kończyła.
Myślałam tylko o tym jak mi ciężko iść.
O 10 zaczęłam pracę. Pół godziny temu. Wydaje mi się, że jestem tu
już wieczność. Czas nie płynie. Mecze się.
W rękach mam dokumenty klienta ze szpitala psychiatrycznego.
Czytam. Próba samobójcza. 100 tabletek i alkohol.
Myślę.... muszę załatwić sobie silniejsze leki.
Muszę zdobyć doraźne.
Dzisiaj mam wizytę u lekarza. Poproszę o coś mocnego, może się uda.
Dochodzi nagle do mnie, co się dzieje. Nie mogę zrozumieć swojego
myślenia.
Przecież ja walczę o siebie. Chce żyć.
Dlaczego towarzyszy mi, myślenie o śmierci?
Ja chcę żyć. Chcę.
"Poproszę o coś mocnego, może się uda"
OdpowiedzUsuńDziewczyno! Takie myśli to tylko leczenie!
Farmakologiczne i terapeutyczne.
Nie obędzie się bez leków.
Nie bój się być szczerą, zarówno przed lekarzem jak i terapeutką.
"Ja chcę żyć. Chcę."
Chcę żyć
OdpowiedzUsuńbez leków.
Jeśli do nich wrócę
nie podniose się z porażki.